| "Muzyka współczesna to pustynia, na której gdzieniegdzie można znaleźć wyplute pestki daktyli." |
| [ START | TXT | MP3 | URL ] |
- czyli o nazywaniu dźwięków słów kilka" (K.Inglik) Temat zdało by się banalny, lecz jakoś zawsze męczyły mnie pytania o genezę używanego w Polsce dźwięku "H", źródło nazw solmizacyjnych itd. Co dziwne, tytułowani nauczyciele w szkołach muzycznych nie wiedzieli na ten temat kompletnie nic. Na pytanie "dlaczego", najczęściej padała odpowiedź z nutą patriotyczną - "bo tak się u nas pisze od wieków, to nasze dziedzictwo, używamy polskiego zapisu". Byłem doprawdy wzruszony, ale kiedy widziałem symbole akordów takie jak Hmaj7, coś mi tu nie grało. Jak to, z jednej strony patriotyczne "H", a obok angielskie "major7"? Czy to nie oznaka nomenklaturowej schizofrenii? Postanowiłem sam znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania...
W średniowieczu muzyka jak i literatura związane były ściśle z Kościołem i liturgią. Powiększający się dorobek muzyki liturgicznej wymagał utrwalenia w piśmie, gdyż tylko to mogło uchronić go przed niepożądanymi zmianami. Pisaniem tekstów, a raczej kopiowaniem i powielaniem, zajmowali się głównie duchowni. W klasztorach, gdzie najczęściej wytwarzano wtedy książki, pracę tę wykonywali wyszkoleni specjalnie mnisi, natomiast przy katedrach biskupich książki pisali kopiści z niższego kleru. Dopóki sztuka czytania i pisania nie objęła mieszczan, w kancelariach świeckich władców również pracowali duchowni. Średniowieczni teoretycy muzyki czerpiąc wzór ze starożytnych greków zaczęli nazywać dźwięki literami alfabetu. Boecjusz (A.D. 470-525) napisał pięć ksiąg opisujących znaną wówczas teorię muzyczną. Do nazwania dźwięków obowiązującej wtedy dwuoktawowej skali użył 15 liter alfabetu. Początkowo notowano skale dwuoktawowe (Boecjusz, Hucbald), z czasem ograniczono zapis do jednej oktawy (Odo z Cluny, zm. 942 r.). Do zapisywania dźwięków podstawowej skali użyto 7 liter alfabetu łacińskiego, w normalnej jeszcze kolejności: A, B, C, D, E, F, G. Było tak do czasu, aż tytułowy diabeł zamieszał w muzycznej nomenklaturze. A stało się to tak...
Tryton był bardzo niewygodnym i krnąbrnym interwałem. Zawierając w sobie trzy całe tony mógłby się łatwo kojarzyć z Jednością w Trójcy, po trzykroć Jednością i Kościół chętnie skojarzyłby go zapewne z Trójcą Świętą, gdyby nie brzmienie... Dla ówczesnych, przyzwyczajonych do konsonansów uszu interwał ten brzmiał arcy obrzydliwie. Nazywano go nawet dysonansem wśród dysonansów. Taka brzydota nie mogła pochodzić od Boga i granie go w kościele, świątyni Boga, byłoby bluźnierstwem. Tryton ze swoimi 3 całymi tonami, czyli w sumie 6 półtonami, kojarzył się też niedobrze z liczbą przypisywaną diabłu - 666 (z Apokalipsy św. Jana 13:16-18). Nazwano go więc "diabolus in musica" (diabeł w muzyce) i zakazano używania.
Ciekawostka - od obniżonego dźwięku "b" wywodzi się też współczesny znak chromatyczny - bemol. Nazwa "bemol" pochodzi z francuskiego "bé-mol" (co znaczy "miękkie b"). Nuta "B" jest też pierwszą nutą z bemolem na kole kwintowym, gdyż przez długi czas można było zmienić (obniżyć) tylko tę jedną nutę. Natomiast pierwszym używanym w historii muzyki podwyższonym dźwiękiem było "F". Pamiątkę tych faktów mamy na kole kwintowym (kolejność przybywania znaków przykluczowych).
Ut queant laxis Guido zaczerpnął pierwsze litery z sześciu wierszy tego hymnu, zaczynających się od coraz wyższej nuty - ut, re, mi, fa, sol, la). Później, w XVI wieku Anzelm z Flandrii połączył pierwsze litery ostatnich wyrazów (Sancte Joannes) i nazwał siódmy dźwięk jako "si". Ze względu na trudność w wykonywaniu "ut" w XVII wieku zastąpiono je bardziej dźwięcznym "do". Nazwa ta pochodzi od nazwiska G.B. Doniego, który tej zmiany dokonał. W ten sposób powstały znane dziś solmizacyjne nazwy gamy C dur: do, re, mi, fa sol, la, si, (do). Ciekawostka - rozwinięta jego wersja obejmuje również dźwięki chromatyczne. Skala chromatyczna wznosząca się (z użyciem podwyższeń dźwięków): Do Di Re Ri Mi Fa Fi Sol Si La Li Ti Do. Skala chromatyczna opadająca (z użyciem obniżeń dźwięków): Do Ti Te La Le Sol Se Fa Mi Me Re Ra Do. Jak widać, pomysłów na nazywanie granych nut było wiele. Najstarszym jednak rodzajem notacji, a przy tym najbardziej intuicyjnym, jest przyporządkowanie kolejnym nutom skali liter alfabetu. Podkreślę - kolejnych liter alfabetu - A, B, C, D, E, F, G. W czasach, kiedy nie boimy się "diabła w muzyce", kiedy nie używamy tylko 3 heksachordów, a całej skali chromatycznej, nie ma sensu używanie nazwy "h". Tym bardziej, że takiego dźwięku nigdy nie było, a literkę tę mamy na skutek błędu w notacji twardego, gotyckiego "b". Wielu muzyków w Polsce, Niemczech i krajach skandynawskich działa na rzeczy przywrócenia pierwotnego stanu rzeczy. Sądzę, że ujednolicenie nomenklatury muzycznej (nazw dźwięków, akordów, itd.) i wyrównanie do międzynarodowych standardów wyjdzie nam na dobre. Zresztą przy zalewie muzyki i materiałów edukacyjnych z krajów anglosaskich stanie się to i tak, wcześniej czy później, bez naszego udziału. P.S.: Nie odpowiadam za kłopoty z nauczycielami muzyki, spowodowane przez powyższy artykuł ;-) P.S.: (Tekst ten został opublikowany w Gitarzyście 04/2006). Do ściągnięcia w formacie PDF: "Diabolus in musica" * Za Małą Encyklopedią Muzyki PWN 1981 [Tekst do druku, bez obrazków, format *.doc MS Word, 40KB] |
| Copyright © by Krzysztof Inglik (Quote by Pablo Casals) Hosting zapewnia firma Domeny.tv |